Podejmę się pisania tekstów sponsorowanych na niniejszym blogu. Cena do uzgodnienia. Praca zdalna.

sobota, 3 grudnia 2016

Aleksander Dumas (syn) - "Dama kameliowa" (sztuka).

Dwa dni temu ukończyłam lekturę raczej chyba znanej sztuki Aleksandra Dumasa syna, pod tytułem "Dama kameliowa". Została ona utrwalona w postaci ebooka i taką ją przeczytałam. Wymieniona sztuka jest właściwie dramatem i przedstawia życie znanej kurtyzany francuskiej, Małgorzaty Gautier. Całość poprzedza przedmowa tłumacza, Tadeusza Boya-Żeleńskiego oraz autora tegoż dzieła, którego nazwisko już znamy. Obie przedmowy są dosyć obszerne, ponieważ liczą sobie około 40 stron łącznie. Boy-Żeleński porusza kwestię pierwszych tłumaczeń sztuki na język polski, które były pod mocnym wpływem romantyzmu i nieco zniekształcały język i wydźwięk owego dramatu. W rzeczywistości autor "Damy kameliowej" pisał w sposób bardziej odpowiadający naturalizmowi, czyli ukazywał życie bohaterki jako przyziemne i realistyczne. Natomiast druga przedmowa, już napisana przez samego Dumasa syna, przedstawia nam punkt widzenia autora na zjawisko upadku moralnego, zarówno małżeńskiego cudzołóstwa, jak i tak zwanej "płatnej miłości". Warto się zapoznać z obydwoma tekstami, ponieważ są bardzo życiowe i dobrze naświetlają wymienione zjawiska.

Sama sztuka jest dosyć krótka i można się z nią "uwinąć" w jeden dzień, może dwa, jeśli czytamy non stop. Jest wstępem do powieści pod tym samym tytułem, którą być może jeszcze omówię na niniejszym blogu. Dramat daje nam odczuć atmosferę ówczesnej epoki, jak również życie tej specyficznej grupy społecznej, jaką są kurtyzany oraz ich znajomi i przyjaciele. Na porządku dziennym są bale i wystawne życie, jako, że padło na osoby majętne, pozyskujące swoje dochody od bogatych "mecenasów". Tak właśnie spędza dni powszednie i święta Małgorzata Gautier oraz jej towarzystwo.

Czy osoby tej klasy może trafić niespodziwana "strzała Amora" ? Okazuje się, że tak. Małgorzata dowiaduje się, iż potajemnie kocha ją Armand Duval, szlachcic. Z początku nasza bohaterka nie wierzy w tę miłość, uważając ją za kolejny kaprys losu, oparty wyłącznie na zmysłach, a nie mający w sobie żadnej duchowości. Z czasem jednak przekonuje się o prawdziwości uczucia i sama się zakochuje w Armandzie. Mamy więc obustronną miłość z wzajemnością, cóż może być piękniejszego ? Co może zakłócić tę sielankę ? A jednak okazuje się, że ... może. Ale co takiego, jaki nagły zbieg okoliczności, czyja interwencja może popsuć szczęście obojga kochanków ? Tego dowiecie się, czytając sztukę. Ja ze swojej strony nie ujawnię dalszego ciągu.

Sam tytuł dramatu, "Dama kameliowa", jest dosyć prozaiczny. Chodzi oczywiście o ulubione kwiaty Małgorzaty Gautier. Innych nie toleruje, jest więc, przynajmniej na początku, dosyć wybredna i kapryśna. Zmienia ją jednak uczucie, przydając szlachetności charakteru. Ogólnie rzecz biorąc sztuka jest bardzo ciekawa, w stylu melodramatu, a jeśli ktoś lubi ten gatunek, powinien być usatysfakcjonowany, czytając właśnie "Damę kameliową". Ja sama zapoznałam się z tym dziełem z prawdziwą przyjemnością. Polecam je wszystkim wielbicielom prozy Dumasa syna, ale też i czytelnikom lubiącym styl romantyczny. Dramat jest oparty o pięć aktów, a to chyba niewiele. Tak więc gorąco zachęcam do lektury, bo według mnie wypada znać to głośne dzieło, wystawiane w niejednym teatrze. Przeczytajcie, a nie pożałujecie.


czwartek, 13 października 2016

Lois McMaster Bujold - "Granice nieskończoności" (tom 4 serii Barrayar).

Nie dalej jak przedwczoraj ukończyłam lekturę czwartej części lubianej przeze mnie sagi "Barrayar". Tom nosił tytuł "Granice nieskończoności". W owej książce mogłam zauważyć podział na trzy części - opowiadania i jeden końcowy rozdział. Opowiadania były retrospekcją w przeżycia głównego bohatera - Milesa Vorkosigana, który jako najemnik podejmował się różnych zleceń oraz przeżywał w związku z tym rozmaite przygody. Dzięki swojemu sprytowi zawsze wychodził z nich obronną ręką. Poznawał nowych ludzi, których, o ile się nadawali, wcielał do utworzonej przez siebie Wolnej Floty Dendarii. Nie brakowało mu również samozaparcia, inwencji oraz poczucia humoru, jakże często pomagających mu przetrwać oraz imać się trudnych przedsięwzięć.

Na wstępie książki widzimy Milesa w szpitalu, snującego opowieść przed znajomym funkcjonariuszem Cesarskiej Służby Bezpieczeństwa. Simon Illian (bo to o niego chodzi) ma do młodego Vorkosigana liczne pytania, w związku z podejrzeniami ze strony notabli planety Barrayar. Nasz bohater pomimo złego stanu zdrowia (ma wymieniane liczne kości) musi oczyścić się z zarzutów. Trzy opowiadania to jednocześnie trzy główne oskarżenia Milesa. Pierwsza mikropowieść - "Lamentowe Góry", nagrodzona literackim odznaczeniem Hugo (1990) i Nebula (1989). Druga - "Labirynt". I trzecia - tytułowa - "Granice nieskończoności".

"Lamentowe Góry" jest tworem zawierającym elementy sensacyjno-kryminalne. Miles Vorkosigan, na zlecenie swojego ojca, musi rozwiązać pewną zagadkę w wiosce podległej jego rodzinie. Nie powiem jaką, abyście mogli sami się przekonać, czytając. Dodam tylko, iż otrzymuje wprawdzie pomoc, ale do wszystkiego i tak musi dojść sam drogą dociekań oraz dedukcji. "Labirynt" to już typowe science-fiction, oparte o rozwój genetyki oraz nielegalne eksperymenty w Dziurze Jacksona. Wiodą tam prym ogromne korporacje-kartele, których słowo jest w tym miejscu prawem. Nasz główny bohater musi "przejąć" stamtąd pewną osobę, potrzebną zleceniodawcy Milesa. Tyle, że z jednej osoby robią się ... trzy. Jak ? Przeczytajcie. No i na koniec "Granice nieskończoności", czyli pobyt Milesa w więzieniu Cetagandan. Czekają go tam trudne przejścia, ale i wykazuje on godną pochwały odwagę oraz kreatywność. Cały Miles :)

Teraz podsumowanie: wymienione przeze mnie trzy krótkie opowiadania różnią się nieco między sobą, mianowicie każde z nich ma swój niepowtarzalny charakter i klimat. Wszystkie łączy jednakże wspólny rys fantastyczno-naukowy, jako, że akcja toczy się na różnych planetach. Szczególnie moim zdaniem "Labirynt" pełen jest technologicznych niuansów. Jest on jednocześnie ostrzeżeniem dla naszego świata przed samowolnym rozwojem genetyki oraz brakiem sumienia, skrupułów i odpowiedzialności. Wszystkie mikropowieści są warte przeczytania, ponieważ autorka, Lois McMaster Bujold, pisze ciekawie i oryginalnym stylem. Po prostu jej książki mają swoją nie do podrobienia aurę, łączącą w sobie różne gatunki oraz mnóstwo przygód. Akcja bynajmniej nie jest rozwlekła :) Tak więc warto przeczytać. Niestety szukać należy na Allegro, w antykwariatach (w tym internetowych) oraz w bibliotekach, ponieważ nakład został już dawno wyczerpany, a wznowienia jakoś nie widać. Polecam książki i zapraszam do lektury.

niedziela, 2 października 2016

Lois McMaster Bujold - "Uczeń wojownika" (tom 3 serii Barrayar).

Jako że interesuje mnie literatura science-fiction, to stosunkowo niedawno przeczytałam trzecią już część sagi "Barrayar", która to seria wyróżnia się na tle innych ciekawą akcją i przystępnym stylem. Oczywiście dużo tu daje tłumaczenie z angielskiego na polski :) Tłumacz zawsze pozostawia ślad swojej mentalności, dlatego najlepiej byłoby czytać w oryginale. Niestety nie jestem na tyle biegła w angielskim, aby czytać w nim książki. No chyba, że dla ... dzieci :) Ale wracam już do tematu. Ogólnie rzecz biorąc saga jest przeznaczona dla miłośników tego gatunku literackiego, jakim jest stara dobra fantastyka naukowa oraz dla osób chcących zacząć z nią przygodę. Czyta się z zapartym tchem, o ile ktoś lubi podobne lektury. Ja wprost uwielbiam :)

Akcja trzeciego tomu, zatytułowanego "Uczeń wojownika", rozpoczyna się od egzaminu wstępnego do Cesarskiej Akademii Wojskowej, do którego przystępuje Miles Vorkosigan, syn Arala, obecnie premiera planety Barrayar. Młody człowiek mierzy się w nim ze swoją ambicją, chęcią spełnienia marzeń dziadka - Piotra Vorkosigana, ale przede wszystkim ze swoim ciałem. Miles cierpi niestety na chorobliwą łamliwość kości i właśnie na wymienionym egzaminie ulega kontuzji. Oznacza to niezaliczony test sprawnościowy, który jest bardzo ważny - punkty za wiedzę teoretyczną nie wystarczają, aby zdać. Nieco sfrustrowany powraca do domu.

Na szczęście nasz bohater nie poddaje się łatwo. Jego prawdziwe perypetie zaczynają się wraz z wyjazdem na Kolonię Beta, do babci ze strony matki. Tam dopiero spotyka dziwne osobistości, które spełnią w jego życiu ważną rolę. Sam wplątuje się, posiadając odważny i awanturniczy charakter, w wojnę międzyplanetarną. Jakie będzie jego zadanie w tym niebezpiecznym przedsięwzięciu ? Kto umrze, a kto przeżyje ? Tego dowiecie się, czytając książkę. Nie zdradzę zbyt wiele, abyście sami zapoznali się z tą ciekawą lekturą. Z całą pewnością przygody będą niesamowite. Wyjaśni się kilka wątków z poprzednich tomów. Miles i jego przyjaciele zadziwią nas niejednokrotnie.

Dlaczego tytuł "Uczeń wojownika" ? Uczniem jest oczywiście Miles Vorkosigan, ale kto sprostałby roli owego wojownika ? Wydaje mi się, że autorka tę kwestię pozostawia nie do końca jednoznaczną i otwartą. Mógłby to być ojciec, dziadek, jednakże najbardziej prawdopodobny wydaje mi się ... Bothari, nieodłączny stróż naszego młodego bohatera. Jest zawsze najbliżej niego. Ponadto zna się doskonale na sztuce wojennej, oczywiście nie umniejszając niczego rodzinie Milesa. Tak więc nasz bohater w dużej mierze dzięki Bothariemu wychodzi cało ze swoich przygód. Zawsze może na niego liczyć.

W podsumowaniu pragnę jeszcze dodać, iż książki Lois McMaster Bujold nieodmiennie fascynują szerokie rzesze czytelników. Proste i przystępne, pełne zwrotów akcji, prawdziwie zasługują na miano powieści typu "space-opera". Myślę, że niejedna osoba sięgnie po sagę "Barrayar", która łączy w sobie właściwie książkę przygodową z elementami fantastyczno-naukowymi. Ze swojej strony pragnę nadmienić, że z całą pewnością dokończę ten arcyciekawy cykl, który liczy sobie aż dziewięć tomów (ale niezbyt obszernych). Szkoda tylko, iż nakład został już wyczerpany, a wydawnictwo jakoś nie szykuje wznowienia. Pozostaje tylko szukać na Allegro. Tym kończę moją analizę powieści, zachęcając Was gorąco do lektury. Pozdrawiam !

piątek, 9 września 2016

Lois McMaster Bujold - "Barrayar" (tom 2 serii Barrayar).

Parę dni temu skończyłam czytanie drugiego tomu dziewięciotomowej sagi "Barrayar", której autorką jest Lois McMaster Bujold. Tę książkę zatytułowaną ... po prostu "Barrayar" czytało mi się dosyć szybko, jako, że lubię wymieniony cykl. "Przerobiłam" ją w dwa tygodnie, pomijając oczywiście czas, w którym nie zajmowałam się czytaniem. Akcja rozpoczyna się porankiem w posiadłości Vorkosiganów, świeżo po nominacji Arala na regenta Barrayaru, po śmierci starego cesarza. Dla pary głównych bohaterów rozpoczyna się nowe życie, pełne obowiązków związanych ze sprawowaniem faktycznej władzy przez Lorda Vorkosigana (w zastępstwie niepełnoletniego Gregora, wnuka Ezara Vorbarry). Lady Vorkosigan pełnić ma funkcje reprezentacyjne (bale, uroczystości itp.). Parę regencką czeka więc mnóstwo nowych, absorbujących zadań.

Dalszego przebiegu akcji nie zdradzę, aby późniejsza lektura przez potencjalnych czytelników nie była pozbawiona przyjemności. Myślę, że każdy wielbiciel Lois McMaster Bujold, który jest w trakcie omawianego cyklu, sam chętnie dowie się reszty. Nikt chyba nie lubi, aby mu zdradzano przebieg akcji przed czasem. Taki zabieg pozbawia nas radości samodzielnego czytania i czyni lekturę przewidywalną. Powiem tylko, że będzie mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów oraz niemało emocjonujących przygód bohaterów. Autorka pisze stylem prostym, nietrudnym do zrozumienia i przyswojenia, jako, że jej seria książkowa jest przez niektórych nazywana "space-operą" lub ... "operą mydlaną". Co ambitniejsi czytelnicy mogą być tym zwrotem trochę zawiedzeni i być może zniechęceni do lektury sagi. Mnie osobiście wymieniony styl pisarski przypada do gustu :) Lubię książki, które czyta się łatwo i przyjemnie.

Od siebie, odnośnie akcji, mogę jeszcze dodać, iż dowiemy się szczegółów przeszłości sierżanta Bothariego, odkryjemy również pokłady niezwykłej odwagi u Cordelii Naismith-Vorkosigan. Będzie też ślub pary książkowych bohaterów, poprzedzony okresem wzajemnej ... niechęci i pewnego dystansu. Po prostu w końcu dojdą oni do porozumienia, nie bez czyjejś pomocy. Więcej nie powiem, niech każdy czytelnik dowie się sam :) Ciekawostką jest tak zwane "synopsis" na wstępie książki, czyli streszczenie poprzedniego tomu. Pozwala ono przypomnieć sobie, o czym był, o ile mieliśmy przykładowo dłuższą przerwę w czytaniu i potrzebujemy odświeżenia pamięci. Bardzo przydatna rzecz.

Na koniec niniejszego wpisu wyjaśnię jeszcze, dlaczego lubię literaturę science fiction w ogólności, a w szczególe cykl barrayarski. Fantastyka naukowa jest dla mnie odskocznią od "szarego życia". Kreuje wymyślone, aczkolwiek prawdopodobne wersje rzeczywistości. Nowoczesna technologia czyni życie łatwiejszym i ciekawszym. Saga "Barrayar" jest tutaj przykładem takiego właśnie stanu rzeczy. W przypadku Lois McMaster Bujold nie do pominięcia jest i to, że wszystko w końcu kończy się dobrze. Lubię pozytywne zakończenia. Tak więc zapraszam do lektury drugiego tomu serii tejże autorki, która zresztą dostała za niego poważaną w świecie fantastyki nagrodę Hugo w 1992 roku. Życzę miłej lektury :) Jeśli nie wiecie, skąd wziąć omawianą tu książkę, zajrzyjcie na Allegro. Pozdrawiam :)

sobota, 20 sierpnia 2016

Lois McMaster Bujold - "Strzępy honoru" (tom 1 serii Barrayar).

Cykl autorstwa Pani McMaster Bujold, czyli oczywiście "Barrayar", jest jedną z moich ulubionych serii książkowych z dziedziny science-fiction, za którym to przepadam :) Czytałam go już kiedyś w wersji elektronicznej, teraz ponownie poświęcam się lekturze, ale już w wersji tradycyjnej, bo papierowej. Przyznaję, że bardzo trudno jest go dostać w normalnej księgarni, bo prawdopodobnie nakład już się wyczerpał, a nie ma dodruków. Identycznie jest z księgarnią internetową. Dostać można dopiero książki używane - na Allegro. Tak właśnie nabyłam tę wyjątkową dla mnie serię (na razie cztery pierwsze tomy). Jestem już po lekturze części pierwszej, noszącej nazwę "Strzępy honoru". Książka jest bardzo ciekawa, oczywiście przedstawia jakąkolwiek wartość tylko w oczach prawdziwego wielbiciela literatury fantastyczno-naukowej.

Akcja zawiązuje się na eksplorowanej po raz pierwszy przez nację Betan planecie, przypominającej nieco Ziemię, ponieważ tak samo są na niej warunki do egzystencji. Wykształciła ona nawet swoiste formy życia, różniące się nieco od ziemskiej flory i fauny, jednak będące interesującym obiektem do badań. Tak jest przynajmniej w przypadku flory, bo już zwierzęta przypominają gigantyczne owady, ze szczękami jak brzytwy. Główni bohaterowie, Cordelia Naismith i Aral Vorkosigan, należą do odmiennych i będących w stanie wzajemnej niechęci planetarnych narodowości. A szczególnie już po ataku Barrayarczyków (do których zalicza się Vorkosigan) na ekspedycję badawczą Betan, obozującą na opisywanej planecie. Ginie większość jej członków. Przy życiu pozostaje jedynie Cordelia oraz jeden z członków załogi.

Okazuje się, iż (oczywiście) Aral Vorkosigan nie jest odpowiedzialny za atak, inaczej bowiem nie byłaby to optymistyczna space-opera (chociaż i niepozbawiona elementów mniej "radosnych"). Widzimy wspólną wędrówkę Cordelii i Arala po dziwnej nieco planecie, która nie szczędzi im prawdziwych niespodzianek, jak atak monstrualnych niby-krabów albo trochę mniej groźne "latające bańki". W trakcie podróży nawiązuje się sympatia pomiędzy jej uczestnikami - wyłączając dodatkowego członka betańskiej załogi, który na skutek kontaktu z barrayarskim porażaczem nerwowym jest fizycznie oraz psychicznie na poziomie kilkuletniego dziecka i trzeba się nim opiekować (posiada zniszczony w znacznym stopniu układ nerwowy).

Czy sympatia głównych bohaterów przetrwa próbę czasu ? A może przerodzi się w coś więcej ? Na te pytania nie udzielę odpowiedzi, abyście sami przeczytali książkę i dowiedzieli się więcej. Przyznam, że bardzo podobają mi się opisy przyrody tajemniczej planety, no i rzecz jasna wymyślonej technologii, jak również sposobu życia rozmaitych narodowości. Wszystko brzmi doprawdy wiarygodnie, stanowiąc znakomitą pożywkę dla wyobraźni czytelnika. Tytuł "Strzępy honoru" jest znaczący, ponieważ późniejsze poczynania Cordelii, jak też przeszłość Vorkosigana, doskonale tłumaczą taką właśnie nazwę książki. Nie jest ona zbyt obszerna, bowiem liczy sobie niewiele ponad 300 stron. Wydana została dzięki uprzejmości wydawnictwa "Nowa Fantastyka". Papier jest wprawdzie średniej jakości, noszący ślady czasu (pożółknięcie kartek), ale to ostatnie jest z pewnością naturalnym skutkiem zużywania się. Niektórzy żywią ciepłe uczucia do takiego właśnie papieru, w tym i ja. Sama książka jest warta poznania, głównie przez miłośników dobrego science-fiction. Zapraszam do lektury.

piątek, 12 sierpnia 2016

Robert Jordan - "Dech zimy" (tom 9 cyklu Koło Czasu).

Dobry tydzień temu ukończyłam lekturę dziewiątego tomu Jordanowskiej sagi "Koło Czasu". Był to "Dech zimy". Tytuł jest moim zdaniem nawiązaniem do aktualnej pory roku w książce, ale nie tylko. Poza tym stanowi aluzję do nabytych przez głównego bohatera - Randa al'Thora, Smoka Odrodzonego - cech charakteru. Postać ta niejako twardnieje wewnętrznie, czyniąc się z usposobienia podobnym właśnie do "serca zimy" (tłumaczenie tytułu omawianego dzieła dosłownie z angielskiego). Nic dziwnego, wszak ostatecznie ma stanąć w Ostatniej Bitwie do boju z samym Czarnym, antytezą Stwórcy. Mimo wszystko miewa też przebłyski cieplejszych uczuć, chociażby do ukochanych kobiet, miłości jego życia. Tak, kobiet, bowiem Rand kocha ... trzy kobiety - dla ścisłości powiem, że chodzi o "damy jego serca", ukochane, z którymi pragnie spędzić wspólne życie. Tak czy inaczej, jest przecież Aielem.

Tradycyjnie uchylę jedynie rąbka początkowej akcji książki. I tak: zgromadzona w podziemiach Białej Wieży grupa sióstr Aes Sedai przesłuchuje jedną z nich w celu rozeznania się, czy przynależy ona do Czarnych Ajah. Siostry czynią to na zlecenie Elaidy. Podejrzenia okazują się być prawdziwe. Elayne w pałacu Caemlyn naradza się z głowami najważniejszych rodów Andoru, w celu przywrócenia porządku w mieście, plenią się bowiem wszelkie zbrodnie, odkąd opuścili je Aielowie Randa. Spotkanie zostaje przerwane najpierw przez Athan Miere, potem Taima i Ashamanów, a następnie przez grupę Panien Aielów, ponieważ przyszedł czas na odprawienie ważnej ceremonii. Jakiej ? Dowiecie się czytając książkę. Podpowiem tylko, że Elayne oraz jeszcze jedna osoba długo i niecierpliwie na nią oczekiwały.

Przyznam, iż ostatnio sporo czasu zajmuje mi przeczytanie kolejnych tomów "Koła Czasu". Jest to niezawodny znak na ... małą odmianę. Tak więc w przyszłych postach możecie spodziewać się zmiany gatunku oraz ... oczywiście obszerności czytanych przeze mnie książek. Innymi słowy: przyszła pora na dzieła już nie fantasy, a science fiction, jak również na lektury nieco cieńsze. Dodam jednak, że z całą pewnością do sagi Jordana powrócę, bo jest to prawdziwa perełka wśród pozostałych książek z dziedziny fantasy. Przyrównywana jest nawet do dzieł Tolkiena, a to już niebagatelna sprawa. Styl narracji jest oczywiście inny u obu autorów, lecz każdy z nich wytwarza swoisty klimat, niepowtarzalny i wyjątkowy, niemożliwy do pomylenia.

"Dech zimy" jest książką na tyle "grubą", abyście mieli co czytać w wolnym czasie. Zresztą identycznie jak tomy poprzedzające. Czytać nieprzerwanie i wszystkie po kolei może chyba jedynie prawdziwy pasjonat książek z dziedziny fantasy. Moim skromnym zdaniem ja się do takich zaliczam :) Inaczej nie wytrwałabym tak długo - aż do dziewiątego tomu. Nie wszystkie wątki czytam z równym zainteresowaniem, jednakże nie brakuje ich w tej doniosłej sadze. Doniosłej z punktu widzenia ... znowuż miłośnika fantasy :) Jest czasem tak, że czeka się na kontynuację ulubionych wątków, a z mniejszym nieco zainteresowaniem czyta się te, do których pała się już nie taką sympatią i zainteresowaniem. W moim przypadku wszelkie opisy bitew oraz uszeregowania wojska czy kolejnych etapów walki budzą chłodniejsze uczucia. Mimo wszystko saga sama w sobie jest interesująca i warta przeczytania. Z pewnością wytrwam do ostatniego, czternastego bodajże tomu. Pozdrawiam moli książkowych :)


sobota, 2 lipca 2016

Robert Jordan - "Ścieżka sztyletów" (tom 8 cyklu Koło Czasu).

Minęło całkiem sporo czasu, odkąd skończyłam czytać ósmy tom serii Roberta Jordana "Koło Czasu". Chodzi naturalnie o książkę zatytułowaną "Ścieżka sztyletów". Czytałam najnowsze polskie wydanie, a spis jego kolejnych tomów znalazł się na końcu niniejszego posta. Dzieło wnosi niemało w rozwój dalszej akcji oraz rozwija losy jego bohaterów. "Ścieżka sztyletów" oznacza według mnie trudność podejmowania ważnych i obfitych w konsekwencje decyzji. Ponadto wiem, że aby z ciekawością móc czytać jakąkolwiek książkę, nie należy opisując lub recenzując ją ujawniać zbyt wiele :) Toteż tradycyjnie i ja tak zrobię (wszak skończyłam już pokaźny rozmiarowo tom ósmy i mam zamiar czytać równie obszerne części kolejne - aż do samego końca). Może spytacie: czy warto w ogóle oddawać się lekturze takich "grubych" książek, czy akcja nie jest rozwlekła ? Moim zdaniem nie jest rozwlekła, już raczej często szczegółowa - ubarwia dzięki temu wątki i dodaje kolorytu postaciom, oddaje wiernie ich reakcje i czyni niemalże realnymi. Chociaż znalazłam parę niedużych "minusików" - niektóre postaci reagują nieco szablonowo, podlegają stereotypom w ich sposobie osądu świata, używają czasem nawet ... przemocy fizycznej. Nie bardzo mi się to podoba, ale czytam dalej, bowiem tychże mankamentów nie ma zbyt wiele.

Zdradzę co nieco początkowej akcji, jak zwykłam to robić przy każdym kolejnym tomie wymienionego w tytule cyklu oraz zadam kilka nakierowujących "pytań". A więc: władcy Ziem Granicznych spotykają się w tajemnicy i łączą w starożytnym rytuale. Dlaczego chcą ruszyć na południe i odnaleźć Randa al' Thora ? Verin i parę innych sióstr, które złożyły przysięgę Smokowi Odrodzonemu, przebywa w obozie Mądrych. A także pewna liczba takich, które ich nie złożyły, a zostały wzięte do niewoli pod Studniami Dumai. Jak będą tam traktowane ? Innymi słowy: jak odniosą się do nich Mądre Aielów, uważające przecież każdą Aes Sedai za pozbawioną honoru ? Jaką rolę spełni tam sama Verin ?

Ebou Dar zostaje zaatakowane przez Seanchan (wiemy to z poprzedniego tomu). Czy głównym bohaterom powieści uda się zbiec z zagrożonego miejsca ? Co ich spotka po drodze ? Jakie zadanie otrzyma od Randa Perrin ? I czy uda mu się je zrealizować ? Co nieoczekiwanego pod koniec książki spotka żonę Perrina, Faile ? Oraz jak ułoży się im w międzyczasie pożycie, które wszak raczej nie należy do spokojnych ?

Więcej nie ujawnię, bo przecież każdy wielbiciel gatunku fantasy, a w szczególności Jordana na pewno chciałby sam dowiedzieć się czegoś nowego o bohaterach i ich losie. Wykreowany przez autora świat niektórzy przyrównują do powieści Tolkiena, i ja się z tym zgadzam, chociaż czytałam w całości jedynie "Silmarillion" oraz początek "Hobbita". Wartka fabuła, mnóstwo szczegółów oraz wiernie oddane postaci są tym, co moim zdaniem może się spodobać i przykuć uwagę potencjalnego czytelnika. Tak więc zachęcam, kto jeszcze nie czytał żadnej książki Roberta Jordana, do lektury kolejnych tomów "Koła Czasu". Natomiast jeżeli już znacie poprzednie, na pewno zechcecie przeczytać kolejne. Zapraszam do lektury.


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Stendhal - "Czerwone i czarne".

Dosyć już dawno temu ukończyłam lekturę książki-ebooka autorstwa Stendhala, czyli "Czerwone i czarne". To klasyka literatury, a ja ostatnio nadrabiam swoje braki w tym zakresie - nie licząc oczywiście mojego ulubionego fantasy :) A wracając do książki: autor nakreślił w niej obraz XIX-wiecznej Francji oraz dał przekrój społeczeństwa, jego życia, zwyczajów, sposobu bycia itp. Główny bohater, Julian Sorel, pochodzi z nizin społecznych. Przed takimi ludźmi zamykają się wszelkie drogi awansu, oprócz jednej - drogi do stanu duchownego, który skądinąd jest szanowany i podziwiany, oraz ścieżki preceptora (nauczyciela) dla mieszczańskich dzieci. Tak, ponieważ akcja rozpoczyna się w małym, prowincjonalnym miasteczku francuskim.

Julian to chłopak ambitny. Koniecznie chce się wybić i zostać "kimś". Podziwia Napoleona, który jednak po swojej klęsce nie jest już postacią, o której wypada wspominać. Francja wraca do starego modelu monarchicznego, nazywanego po nowemu Restauracją. Za elity uważa się oczywiście ludzi wysoko urodzonych oraz ... przedstawicieli duchowieństwa. Ci ostatni lobbują za monarchią i starym stylem życia. Za Napoleona ludzie z tak zwanego plebsu mieli otwartą drogę do kariery wojskowej, jak również i nobilitacji wedle swych prawdziwych zdolności. Po jego porażce droga ta została dla nich zamknięta. Julian Sorel na przekór wszystkiemu postanawia jednak zrealizować swój cel społecznego awansu. Najpierw zaprzyjaźnia się z księdzem Chelan, który go uczy łaciny, a następnie zostaje przyjęty jako nauczyciel dzieci ówczesnego mera miasteczka.

Niestety zakochuje się w żonie mera, z wzajemnością. Niestety, bowiem raz że jest to cudza żona, dwa, że tak wysoko postawionej "figury", a trzy, że miłość kłóci się z ambicją młodego człowieka, który swoją drogę widzi usłaną, na wzór Napoleona, zwycięstwami nad słabostkami charakteru. Za taką właśnie słabostkę uważa ... miłość. Walczy z uczuciem, planuje kolejne etapy spotkań z ukochaną. Niestety uczucie jest silniejsze od niego i Julian nie raz musi z nim przegrywać. Mimo wszystko wyrywa się w końcu do większego miasta, gdzie mieści się seminarium duchowne, i postanawia zostać księdzem. Przypominam: wybrana droga jest dla niego szczeblem do kariery.

Julian Sorel jest postacią skomplikowaną. Z jednej strony przedstawiłam jego ambicję, wybujałą skłonność do planowania i kreślenia dalekosiężnych celów, często nie licząc się z powszechnie przyjętą moralnością. Z drugiej zaś strony to człowiek wrażliwy, uczony, o doskonałej pamięci i spostrzegawczości - zna na pamięć całe Pismo Święte po łacinie ! Widzi też jak na dłoni wady społeczeństwa, pośród którego żyje (chociaż może nie zawsze dostrzega własne). W seminarium na przykład widzi obłudę wykładowców oraz alumnów, którzy za swój cel stawiają dążenie do materialnych korzyści (z nielicznymi wyjątkami). Tak więc moim zdaniem warto zapoznać się z tą wartościową książką, jaką jest "Czerwone i czarne", ponieważ prezentuje ona stary, dobry styl pisania, bez fontann nowoczesnych "efektów specjalnych". Skąd taki tytuł ? Jeśli zapoznacie się z przedmową Boya-Żeleńskiego, dowiecie się :) a przynajmniej jak On to widzi. Zapraszam do lektury.

środa, 9 marca 2016

Robert Jordan - "Korona Mieczy" (tom 7 cyklu Koło Czasu).

Właśnie wczoraj zakończyłam czytanie siódmego tomu serii autorstwa Roberta Jordana "Koło Czasu". Część ta nosi nazwę "Korona Mieczy". Niestety dopiero na sam koniec książki dowiadujemy się, dlaczego autor wybrał taki tytuł tomu. Moim zdaniem podobny zabieg motywuje tylko do uważnej lektury dzieła. A co nowego dzieje się w "Koronie Mieczy" ? Zdradzę co nieco, ale nie wszystko oczywiście, abyście sami przeczytali i dowiedzieli się tego. Tak więc: Elaida w Białej Wieży oczekuje przybycia Randa al'Thora, nie wiedząc o tym, iż uwolnił się on z pułapki zastawionej na niego przez Aes Sedai i Shaido Aiel. Alviarin okazuje się być przywódczynią ... Czarnych Ajah w Białej Wieży. Odwiedza ją Mesaana - jedna z Przeklętych. Zadowolona z posłuszeństwa Alviarin, postanawia nauczyć ją Podróżowania (przemieszczania się w krótkim czasie na znaczne zwykle odległości), mimo że zabrania jednocześnie używać tej umiejętności do własnych celów.

Tyle dowiecie się ode mnie odnośnie przebiegu akcji książki. Przyznam, że początek jest ciekawy i zachęca do zagłębienia się w dziele aż do samego końca. Niestety sporo czasu zajęło mi czytanie siódmego tomu, ponieważ poświęcałam na to mniej czasu niż dotychczas. Mimo wszystko postanowiłam wytrwać do końca i zapoznać się z całością tego interesującego i wciągającego cyklu fantasy. Przede mną jeszcze sporo tomów, chociaż jestem już w połowie serii :) Mam nadzieję, że zachęcę moimi postami również Was, o ile lubicie wymieniony gatunek.

Szkoda, że z tomu na tom jest coraz więcej opisów batalistycznych, czyli jak walczą żołnierze, jak są uszeregowani, rodzaj stosowanej taktyki, słowem: cały przebieg bitwy. Ja osobiście nie przepadam za podobnymi opisami, gdyż są dla mnie odrobinę za nudne i nieciekawe. Jest trochę tak, jakbym czytała podręcznik do historii, a przynajmniej jego mniej atrakcyjne fragmenty. Poza tym wszystko jest w porządku :) Przyciągają mnie natomiast i między innymi dzięki nim trwam jeszcze przy sadze obce zwyczaje rozmaitych ludów, na przykład wątek egzotycznych dla mnie Seanchan. Ponadto preferuję w cyklu i uważam za nietuzinkowe opisy posługiwania się Jedyną Mocą za ich rozmach i wyjątkowość. Ogólnie rzecz biorąc magia jest częstym motywem występującym w fantasy.

Na koniec zadam kilka pytań, na które znam oczywiście odpowiedzi :) Mianowicie: jaki los przypadnie w udziale Morgase, królowej Andoru ? Czy zdoła się ona uwolnić z twierdzy Białych Płaszczy ? Co stanie się z Pedronem Niallem, przywódcą wymienionej formacji ? Jakie przygody spotkają Elayne, Nynaeve, Birgitte i Mata ? Szczególnie ten ostatni znajdzie się w nie lada opałach. A Rand, jak on sobie poradzi w obliczu trudnych, codziennych decyzji ? Czy grono buntowniczek z Małej Wieży powiększy się ? Na te oraz pozostałe pytania znajdziecie odpowiedzi w opisywanej niniejszym książce. Warto się z nią zapoznać i zaspokoić ciekawość odnośnie przebiegu akcji - głównie zalecam to osobom, które przeczytały już poprzednie tomy. Zapraszam więc do lektury :)


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Beata Pawlikowska - "Księga kodów podświadomości".

Właśnie dnia wczorajszego ukończyłam lekturę drugiego tomu z cyklu o podświadomości, czyli "Księgę kodów podświadomości" Beaty Pawlikowskiej. Był to ponownie ebook. Uważam, iż osoby lubiące czytać Pawlikowską powinny zapoznać się z obydwoma częściami tej psychologicznej serii, a nawet z następnymi jej tomami. W sumie jest ich pięć. Przypominam, że pierwszą część, to znaczy "W dżungli podświadomości" już opisywałam na niniejszym blogu. Ogólnie rzecz biorąc, "Księga kodów podświadomości" jest, jak dla mnie, średnio trudna. Język jest zrozumiały, chociaż, aby coś zapadło w pamięć, dobrze jest robić notatki albo chociażby zaznaczać co ważniejsze fragmenty. Ja wyniosłam z lektury mnóstwo cytatów - nie, nie znam ich na pamięć :)

Ebook zawiera mnóstwo rzeczowej i sensownej, chociaż intuicyjnej wiedzy. Książka informuje nas między innymi, jak działa podświadomość. Pozwolicie, że zacytuję: "Twoja podświadomość zarządza funkcjami twojego organizmu: oddychaniem, trawieniem, wydzielaniem śliny, mruganiem, wydalaniem zbędnych elementów. Twoja podświadomość zarządza też twoimi emocjami, instynktownymi reakcjami i twoim samopoczuciem. Od tego co znajduje się w twojej podświadomości zależy to jak się czujesz, jaki masz nastrój, co robisz i jak myślisz. Ty jako całość fizyczno-umysłowo-duchowa to zamknięty system."

Są też inne, ważne kwestie. Na przykład: czego na co dzień potrzebuje człowiek do prawidłowego działania i egzystencji ? Pawlikowska odpowiada i na to pytanie: "Każdy człowiek do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje niezbędnie tych czterech rzeczy (...): Poczucia, że jestem bezpieczny. Poczucia, że jestem ważny. Poczucia, że jestem wartościowy. Poczucia, że jestem kochany. Jeżeli nie posiadasz ich w sposób naturalny, twoja podświadomość będzie dążyła do tego, żeby je stworzyć. I będzie ich szukała na zewnątrz." (a powinna odnaleźć to wszystko wewnątrz, aby człowiek żył w harmonii ze sobą i z otoczeniem - przypis mój).

No i jeszcze jeden dylemat. Jak się rozkodować ? To znaczy w jaki sposób pozbyć się niechcianych, negatywnych kodów, zapisanych w podświadomości ? Kodów, które nierzadko przeszkadzają nam żyć pełnią życia ? Otóż ważne są dwie rzeczy: uczciwość wobec siebie oraz czysta intencja. Czym jest ta ostatnia ? Autorka "Księgi kodów podświadomości" śpieszy z odpowiedzią, którą, nawiasem mówiąc, odkryła samodzielnie (!): "Czysta intencja to inaczej mówiąc prawdziwy podświadomy zapis dotyczący pewnych rzeczy i mechanizmów, jakie dzieją się na świecie. Prawdziwy, czyli oparty na prawdzie i oddający rzeczywisty, realny stan spraw. Czysta intencja to jest to, co w sposób naturalny posiada 1 % ludzkości. Pozostali - czyli my wszyscy z klubu 99 % - musimy się tego nauczyć."

Zachęciłam do lektury książki ? Taką mam nadzieję :) Oczywiście najpierw tom 1, żeby było po kolei. Przypominam: chodzi o zapoznanie się na sam początek z dziełem "W dżungli podświadomości". Lepiej wówczas zrozumiemy "Księgę kodów podświadomości" - część 2 cyklu psychologicznego Beaty Pawlikowskiej, dotyczącego i omawiającego temat-rzekę - podświadomość oraz "jak żyć szczęśliwie" - z punktu widzenia subiektywnego i opartego na wyłącznie własnych wnioskach i przemyśleniach. Zapraszam serdecznie do czytania.