sobota, 25 lipca 2015

Robert Jordan - "Wschodzący Cień" (tom 4 cyklu Koło Czasu).

Ukończyłam niedawno (w końcu) czwarty tom znanego cyklu fantasy pod tytułem "Koło Czasu". Książka nosi nazwę "Wschodzący Cień". Przeczytałam ją w formie tradycyjnej, papierowej. Zabrało mi to sporo wolnego, jako że ostatnio nie zajmowałam się zbyt często lekturą. Jestem jednak bardzo zadowolona "zaliczeniem" tak obszernej książki, mającej ponad 1000 stron. Była ciekawa, nie powiem. Dowiedziałam się z niej dalszych losów głównych bohaterów. Akcja obfitowała w niesamowite wydarzenia i przygody, co nie dziwi w gatunku, jakim jest fantasy. Nie brakowało również magii, za którą także przepadam :)

Rand al'Thor przebywa w zdobytej fortecy Kamienia Łzy. Podbił ją przy pomocy ludu Aielów, niezwyciężonych wojowników, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Teraz próbuje ustanowić własne, sprawiedliwsze prawa, borykając się z silnym oporem tamtejszej arystokracji, chcącej zachować obecny stan rzeczy, co im najbardziej odpowiada. Wspomagany niezwykłym, magicznym narzędziem, Callandorem, może zaczerpnąć znacznie więcej Jedynej Mocy, aby z niej korzystać i uczyć się samemu, albowiem brakuje nauczyciela, który by go poprowadził w tej trudnej sztuce.

Mat, Egwene i Aviendha (kobieta-Aiel) wędrują przez pustkowia za Murem Smoka. Egwene chce uczyć się u Mądrych, aielskiego odpowiednika Aes Sedai, umiejętności wędrowania po Snach. Ma do tego szczególne predyspozycje, które nie powinny się marnować. Niegościnne tereny utrudniają mozolną wędrówkę. W końcu bohaterowie docierają do upragnionego celu. Rand udaje się do Rhuidean, tajemniczego niby-miasta, aby dowiedzieć się, czy jest rzeczywiście Smokiem Odrodzonym. Wraca odmieniony, ze Smokami wytatuowanymi na rękach.

Nynaeve, Wiedząca z Pola Emonda i Elayne, andorańska Dziedziczka Tronu, z polecenia Siuan Sanche, obecnej Amyrlin (władczyni Aes Sedai) szukają Czarnych Ajah, obdarzonych Mocą kobiet, zaprzedanych Czarnemu (odpowiednikowi naszego Diabła). Do pomocy mają kilkoro mężczyzn, którzy zapewniają im bezpieczeństwo oraz zdobywają dla nich wiadomości w mieście Tanchico, w którym bohaterki prowadzą swoje poszukiwania. Przypadkiem poznają pewną Seanchankę, przynależącą do słabo znanego narodu, który najechał ziemie za oceanem, a więc ojczyznę naszych dobrze już znanych postaci.

To nie wszystkie wątki powieści, jednakże dalszego ciągu możemy spodziewać się w części piątej cyklu, o nazwie "Ognie Niebios". Mam zamiar również go przeczytać. Już czeka w biblioteczce :) Czy Rand będzie mógł liczyć na pomoc całości narodu Aielów ? Czy wybuchnie wojna pomiędzy Illian i Kamieniem Łzy ? Kto uzna w al'Thorze Smoka Odrodzonego ? Czy kobiece główne bohaterki, a więc Egwene, Nynaeve i Elayne nauczą się bezpiecznie wędrować po tajemniczym świecie Tel'aran'rhiod, rodem jak z marzeń sennych ? Tego i innych rzeczy dowiemy się już z natępnej księgi. Zapraszam do lektury :)

czwartek, 9 lipca 2015

Beata Pawlikowska - "Blondynka w Tybecie".

Czy znacie Beatę Pawlikowską ? Z pewnością tak. Ja osobiście uwielbiam jej książki podróżnicze. Ostatnio przeczytałam ebooka "Blondynka w Tybecie". Autorka snuje swoją opowieść o wędrówce bezdrożami tej tajemniczej i niedostępnej krainy. Wygląda ona tak, jakby czas się w niej zatrzymał. Nie jest rozwinięta gospodarczo. Brakuje powszechnie znanych udogodnień, typu: drogi, samochody, traktory do uprawy pól i tak dalej. Chociaż trzeba przyznać, że okupujący Chińczycy przynieśli z sobą rozwiniętą technicznie cywilizację, co już czasem jest zauważalne. Niestety nie szanują oni kultury ani religii Tybetańczyków. Starają się wszystko zmienić na siłę. Zachowują się jak dawni konkwistadorzy, uważając sobie tę ziemię i jej mieszkańców za podległych.

Religią Tybetańczyków jest buddyzm. Czyni on z nich ludzi nastawionych pokojowo, uśmiechniętych i życzliwych. Do turystów odnoszą się niezwykle przyjaźnie. Autorka omawianej przeze mnie książki ukazuje życie codzienne mieszkańców, często pełne trudu i wyrzeczeń. Temperatury są tam niskie, wiatr porywisty, pustkowia bezkresne, a powietrze rozrzedzone, jako, że to rejon wysokogórski, kilka tysięcy metrów nad poziomem morza. Tybetańczycy trudnią się zwykle rolnictwem. Orają pola drewnianymi pługami, sieją jęczmień, który jako jedyne zboże potrafi wytrzymać tak trudne warunki. Hodują jaki, które dają im mleko, z którego jest również wyrabiane masło, produkt bardzo potrzebny w życiu. Nie tylko do jedzenia, ale i jako dodatek do ... herbaty. Podaje się ją właśnie z masłem jaka oraz z solą. To lokalny przysmak.

Z jęczmienia wyrabia się mąkę, która służy za składnik do wielu tradycyjnych potraw. Przykładem są kulki robione z tejże mąki z dodatkiem masła i chyba niewielkiej ilości cukru. Są bardzo smaczne, co potwierdziła autorka książki. Próbowała ona kilku dań, między innymi ziemniaków smażonych na głębokim tłuszczu, podawanych z malutkimi kawałeczkami mięsa jaka. Podobno pyszne :) Musi być tłusto, aby zapewnić w tak trudnych warunkach atmosferycznych odpowiednią ilość kalorii. Lokalny bar, który zwiedziła Beata Pawlikowska, urządzony był prosto, trochę jak nasza wiejska chata. Mimo to wart był uwagi jako miejsce spotkań ludności tybetańskiej, jak również ciekawostka dla Europejki.

Pisarka i podróżniczka w jednym, widziała i opisała także miejscową atrakcję turystyczną, którą był pałac Potala. Mieszkali w nim niegdyś władcy Tybetu. Czy wiecie, że w dawnych czasach Chińczycy musieli płacić trybut Tybetańczykom ? W zwojach cenionej tkaniny, którą był jedwab. Teraz niestety sytuacja jest zgoła odmienna. Tybet jest, jak napisałam już na początku, pod chińską okupacją. Sytuacja jest tym bardziej tragiczna, że właściwie żadne z państw bardziej wpływowych nie chce interweniować w samej rzeczy. Pozostawia się ten kraj niejako samemu sobie. Jeśli zginie kultura i obyczaje zostaną zapomniane, czego usilnie próbują dokonać najeźdźcy, szkoda będzie niepowetowana. Na szczęście wiele osób już angażuje się w pomoc Tybetowi na arenie międzynarodowej. Oby zdążyli na czas.