niedziela, 27 września 2015

Robert Jordan - "Ognie Niebios" (tom 5 cyklu Koło Czasu).

Po długim okresie niepisania mogę wreszcie opublikować nowy post, ponieważ w końcu przeczytałam piąty tom cyklu "Koło Czasu", autorstwa Roberta Jordana. Nie ukrywam, że książka była obszerna, a poza czytaniem miałam też inne sprawy i obowiązki. Tym razem lektura "Ogni Niebios", bo tak jest zatytułowana owa część, zabrała mi prawie dwa miesiące. Myślę jednak, że Wy możecie sobie poradzić lepiej i zapoznać się z tym dziełem w dużo krótszym czasie. Trzymam za Was kciuki :) Oczywiście książka jest przeznaczona głównie dla tych, którzy już przeczytali wcześniejsze tomy (bo inaczej po prostu niewiele zrozumiecie - chociaż co nieco może Wam rozjaśnić glosariusz na samym końcu, wyjaśniający podstawowe pojęcia oraz kto jest kim).

Akcja oczywiście idzie naprzód. Mamy więc na początku następującą sytuację: Elaida, obecna zasiadająca na tronie Amyrlin, wysłuchuje sprawozdania sióstr o tym, co dzieje się na świecie oraz co w związku z tym mogą zdziałać Aes Sedai. Wyniesiona do godności Elaida, będąca w pewnym sensie dłużniczką wielu sióstr, które ją poparły, boryka się z niezbyt ciekawą dla niej sytuacją - mianowicie z pewnego rodzaju lekceważeniem. W końcu to dzięki nim Czerwona Siostra dokonała udanego przewrotu w Białej Wieży i otrzymała piastowane obecnie stanowisko, równe rangą królom czy królowym. Padan Fain, znany z pierwszego tomu podstępny Sprzymierzeniec Ciemności, próbuje wkraść się w łaski Elaidy. Czy mu się to uda ? Na razie w całej piątej części cyklu wiadomości na ten temat brak, trzeba więc poczekać, aż przeczytamy kolejny tom. Co do Randa al Thora, to Amyrlin planuje schwytać go i poskromić, czyli uniemożliwić mu korzystanie z męskiej połowy Jedynej Mocy. Taka właśnie jest polityka Czerwonych Ajah, stronnictwa Aes Sedai, które za swój cel stawia unieszkodliwianie mężczyzn, potrafiących przenosić Moc.

Przeklęci, to znaczy kobiety i mężczyźni, szczególnie uzdolnieni we władaniu Mocą, którzy przeszli na stronę Cienia i Czarnego, składają wizytę Rahvinowi. Dyskutują o utracie "jednego ze swoich", Asmodeana, który obecnie pod postacią barda Jasina Nataela towarzyszy Randowi w Ziemi Trzech Sfer, jak Aielowie nazywają swoje terytorium. Rand uczy się od Asmodeana rozmaitych technik przenoszenia saidina, czyli męskiej połowy Źródła. Jak długo potrwa nauka i czym się zakończy ? Tego i wielu innych rzeczy dowiemy się, czytając niniejszy tom.

Cykl "Koło Czasu" znany jest ze swojej wielowątkowości oraz nieco "leniwie" płynącej akcji. Niektórym osobom może to nieco przeszkadzać, ja jednak czytam z zadowoleniem, bo całość jest ciekawie i oryginalnie opowiedziana. Cykl można porównać z książkami Tolkiena, bowiem zarówno tu, jak i tam występuje szeroko zakrojona akcja, a powieści pisane są z rozmachem i unikalnym, charakterystycznym dla siebie stylem. W obu przypadkach zaobserwujemy wielość bohaterów i wątków. Ja osobiście czytałam z Tolkiena tylko (niestety) Silmarillion, jeśli brać pod uwagę książki czytane "od deski do deski". Pozostałych, jak trylogii "Władca Pierścieni", jak również powieści "Hobbit", nie przeczytałam w całości, ale mam zamiar to nadrobić. Po prostu wolę Roberta Jordana, niczego nie ujmując Tolkienowi. Jordanowskie części sagi czytam zawsze od początku aż do samego końca :) Kto jeszcze nie zapoznał się z opisywanym cyklem, tego zachęcam do lektury, o ile ona lub on gustuje w gatunku fantasy. A tutaj opisałam w skrócie trzy pierwsze tomy omawianej przeze mnie serii: Robert Jordan - cykl "Koło Czasu" (części 1-3). Zapraszam do czytania :)

2 komentarze:

  1. Prawie wszystko jest science-fiction, albo fantasy, a ja niczego tak nienawidzę, jak fantastyki. Niestety....

    ~Arco Iris

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałem, że jest już post tyczący się "Triumfu chaosu", ale że ksiażki jeszcze nie czytałem, to wróciłem tutaj.
    "Ognie niebios" trzymają poziom poprzednich części. Końcówka jest naprawdę świetna, no ale to jest właśnie styl Jordana - akcja się ciągnie i ciągnie (czasami mi się to podoba, czasami mnie to mierzi) a ostatnie sto stron czyta się jednym tchem.
    Co trzeba mu oddać, to to, że stworzył naprawdę wspaniały świat. Dlatego zawsze z chęcią sięgam po każdy kolejny tom sagi. A inspirację Jordanem myślę, że można momentami dostrzec w tym, co sam piszę, choć wpływ na to ma jeszcze kilku innych autorów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń