czwartek, 9 lipca 2015

Beata Pawlikowska - "Blondynka w Tybecie".

Czy znacie Beatę Pawlikowską ? Z pewnością tak. Ja osobiście uwielbiam jej książki podróżnicze. Ostatnio przeczytałam ebooka "Blondynka w Tybecie". Autorka snuje swoją opowieść o wędrówce bezdrożami tej tajemniczej i niedostępnej krainy. Wygląda ona tak, jakby czas się w niej zatrzymał. Nie jest rozwinięta gospodarczo. Brakuje powszechnie znanych udogodnień, typu: drogi, samochody, traktory do uprawy pól i tak dalej. Chociaż trzeba przyznać, że okupujący Chińczycy przynieśli z sobą rozwiniętą technicznie cywilizację, co już czasem jest zauważalne. Niestety nie szanują oni kultury ani religii Tybetańczyków. Starają się wszystko zmienić na siłę. Zachowują się jak dawni konkwistadorzy, uważając sobie tę ziemię i jej mieszkańców za podległych.

Religią Tybetańczyków jest buddyzm. Czyni on z nich ludzi nastawionych pokojowo, uśmiechniętych i życzliwych. Do turystów odnoszą się niezwykle przyjaźnie. Autorka omawianej przeze mnie książki ukazuje życie codzienne mieszkańców, często pełne trudu i wyrzeczeń. Temperatury są tam niskie, wiatr porywisty, pustkowia bezkresne, a powietrze rozrzedzone, jako, że to rejon wysokogórski, kilka tysięcy metrów nad poziomem morza. Tybetańczycy trudnią się zwykle rolnictwem. Orają pola drewnianymi pługami, sieją jęczmień, który jako jedyne zboże potrafi wytrzymać tak trudne warunki. Hodują jaki, które dają im mleko, z którego jest również wyrabiane masło, produkt bardzo potrzebny w życiu. Nie tylko do jedzenia, ale i jako dodatek do ... herbaty. Podaje się ją właśnie z masłem jaka oraz z solą. To lokalny przysmak.

Z jęczmienia wyrabia się mąkę, która służy za składnik do wielu tradycyjnych potraw. Przykładem są kulki robione z tejże mąki z dodatkiem masła i chyba niewielkiej ilości cukru. Są bardzo smaczne, co potwierdziła autorka książki. Próbowała ona kilku dań, między innymi ziemniaków smażonych na głębokim tłuszczu, podawanych z malutkimi kawałeczkami mięsa jaka. Podobno pyszne :) Musi być tłusto, aby zapewnić w tak trudnych warunkach atmosferycznych odpowiednią ilość kalorii. Lokalny bar, który zwiedziła Beata Pawlikowska, urządzony był prosto, trochę jak nasza wiejska chata. Mimo to wart był uwagi jako miejsce spotkań ludności tybetańskiej, jak również ciekawostka dla Europejki.

Pisarka i podróżniczka w jednym, widziała i opisała także miejscową atrakcję turystyczną, którą był pałac Potala. Mieszkali w nim niegdyś władcy Tybetu. Czy wiecie, że w dawnych czasach Chińczycy musieli płacić trybut Tybetańczykom ? W zwojach cenionej tkaniny, którą był jedwab. Teraz niestety sytuacja jest zgoła odmienna. Tybet jest, jak napisałam już na początku, pod chińską okupacją. Sytuacja jest tym bardziej tragiczna, że właściwie żadne z państw bardziej wpływowych nie chce interweniować w samej rzeczy. Pozostawia się ten kraj niejako samemu sobie. Jeśli zginie kultura i obyczaje zostaną zapomniane, czego usilnie próbują dokonać najeźdźcy, szkoda będzie niepowetowana. Na szczęście wiele osób już angażuje się w pomoc Tybetowi na arenie międzynarodowej. Oby zdążyli na czas.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz